sobota, 30 marca 2013

Rozdział 2


   Gdy otworzyłam oczy zorientowałam się, że jestem na dworze, w lesie. Był środek nocy. Czułam, że się przemieszczam, lecz w ogóle się nie ruszałam. Wszystko mnie bolało. Było mi niedobrze. Nie miałam nawet siły wydusić z siebie ani jednego słowa. Nagle, upadłam na mokry, miękki mech. Ujrzałam nad sobą dwie postacie. Tej nocy księżyc świecił dość jasno i wydawało mi się, że byli to mężczyźni. W jednej chwili usłyszałam głos, jakby z nieba ,,Dopadnę cię. To wszystko przez ciebie. To twoja wina”. I tu głos się urwał, a jeden z mężczyzn złapał nóż, wziął zamach i celując we mnie…
                 Obudziłam się z krzykiem i twarzą całą we łzach. Na szczęście to był tylko sen.
                 Moje serce było jak oszalałe.
                 Spojrzałam na zegarek. Była godzina druga dwadzieścia dwa.
                 Wstałam po dziewiątej. Zajrzałam, po pokoju Mariki, ale ona jeszcze spała. Pewnie dopiero niedawno wróciła z imprezy.
                 Podczas śniadania przyszedł na mój telefon sms od zastrzeżonego numeru, o treści : ,,Pożałujesz tego!”
                 O co w tym wszystkim chodzi? Najpierw sen, a teraz jeszcze ten sms…


***********************************************


 Marika wstała o jedenastej. Przyszła do kuchni w piżamie, gdzie ja odrabiłam lekcje z języka angielskiego na poniedziałek.
                  -No cześć młoda.
                  -Cześć. – odpowiedziałam z posępną miną.
                  -Co ci jest?
                  -I ty jeszcze pytasz? Już nie pamiętasz co się niedawno stało?
                  -Oj Mundek nie przesadzaj…
                  -Nie przesadzaj? Acha no i jakbyś nie zauważyła wróciłam ze szpitala.
                  -A no tak, w sumie racja. No i jak tam było w szpitalu. Ty to miałaś fajnie, jedzenie dawali ci pod nos, które pewnie było pyszne, a ja musiałam jeść w szkole te paskudne zupy. Ble. – tu Marika zrobiła minę, jakby właśnie zjadła cytrynę – i ty miałaś taki spokój i w ogóle, żyć nie umierać.
                  -Fajnie ? Dobre jedzenie? Jeśli krupnik i żurek cię satysfakcjonuje, to złam sobie nogę, albo przetnij głowę i też będziesz miała ,,fajnie”.
                  -Ooo … ble! Żurek ? Ochyda.
                  -No właśnie. A wiesz co u taty?
                  Przy wymawianiu słowa ,,tata” mój głos zadrżał.
                  -Ja ?
                  -No, a co, ja?
                  -No skąd mam wiedzieć. A właśnie… w czwartek była u nas jakaś baba i mówiła, że nie mamy teraz opiekuna czy coś tam, już nie pamiętam dokładnie…
                 -No i?
                 -No i jutro przyjeżdża do nas ciotka Melania.
                 -Co?
                 -No niestety.
                 Ciotka Melania mieszkała w Warszawie i uważała się za lepszą, bo mieszkała w stalicy, a naszego Krakowa nienawidziła. Była siostrą mojego taty. Nie miała dzieci ani męża. Ja i Marika nie przepadałyśmy za nią, a szczególnie po tym, jak nie przyjechała na pogrzeb mamy. Usprawiedliwiała się tym, że musiała jechać z psem do weterynarza. Ja kocham zwierzęta, ale żeby pies ważniejszy od człowieka?
                 Podczas gdy Marika jadła śniadanie, opowiedziałam  jej o śnie. Zaczęła się śmiać.
                 -Amiś, świrujesz i tyle, albo po prostu to sobie wymyśliłaś. – odpowiedziała, nadal się śmiejąc.
                 -Ja? No to zobacz na tego sms’a.
                 Wyjęłam komórkę z kieszeni i pokazałam jej wiadomość od nieznanego nadawcy.
                 -Oj tam, dramatyzujesz. Pewnie ktoś z twojej klasy wysłał to dla żartu. Jesteś naiwna…
                 Nie mogłam już tego słuchać. Ja dramatyzuje? Szybko wstałam, pobiegłam na górę do swojego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
                 Po domu rozległ się krzyk Mariki.
                 -Maja ty kochana siostrzyczko… jakaś ty głupiutka.
                 Ostatnio moja siostra zrobiła się jakaś inna, taka… wredna.
                 -Zamknij się ! Siostrzyczko… - wrzasnęłam.

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 1


Ostatnio moje życie zmieniło się w piekło. Dwa lata temu zmarła moja mama. Nie mogłam się z tym pogodzić. Zamykałam się w pokoju i ciągle płakałam. Byłam do niej bardzo przywiązana, była najbliższą mi osobą, moją przyjaciółką. To właśnie jej się zwierzałam, to jej mówiłam wszystkie sekrety.
Natomiast jakieś pół roku temu, gdy przyszłam ze szkoły, zobaczyłam radiowóz stojący pod domem. Zaczęłam biec w kierunku drzwi, ale nawet nie zdążyłam do nich dobiec, gdy ujrzałam dwóch policjantów, którzy wyprowadzają mojego ojca z budynku. Nie wiedziałam, o co chodzi. Moja starsza siostra Marika wszystko mi opowiedziała.
Okazało się, że mój tata zabił człowieka – trzydziestoletnią kobietę, naszą sąsiadkę. Nie mogłam uwierzyć, w to co słyszą. Mój tatuś mordercą? To musiała być jakaś pomyłka.
Gdy to do mnie dotarło, zaniemówiłam, nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Momentalnie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zemdlałam.
Obudziłam się w jakiejś sali. Wszystkie ściany były białe, ponure. Wokół nie wisiały żadne obrazy, nie znajdował się tam nawet zwykły ścienny zegar. W pomieszczeniu nie było nic, poza wąskim, starym łóżkiem, na którym leżałam. Na sobie miałam koszulę, o kilka rozmiarów za dużą. Obok drzwi znajdowała się ogromna szyba. Za nią ujrzałam moją siostrę, która rozmawia z pielęgniarką. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jestem w szpitalu.
Po chwili, do pokoju weszła Marika.
–Mundek, no i jak się czujesz?- zapytała.
– Nie mów tak do mnie, ja mam imię.
– Oj już dobrze, dobrze siostrzyczko, przepraszam. No więc, Amando, jak się czujesz?
– Głowa mnie boli, a właśnie, dlaczego mam bandaż na głowie?
– No ja się nie dziwię, że boli cię głowa, przecież masz ją przeciętą.
– Co? Ja nic nie pamiętam.
Rozmawiałyśmy jeszcze chyba z pół godziny, ale potem wszedł lekarz i powiedział, że Marika musi już wyjść, bo ja muszę odpoczywać i się nie przemęczać.
 
******************************************************************** 
 


Po tygodniu przebywania w szpitalu, wróciłam do domu. Bardzo się z tego cieszyłam, lecz to nie był już ten sam dom.
Kiedyś po przejściu przez próg słyszałam różne odgłosy dobiegając e z kuchni, np. stukanie, pukanie, warkot miksera lub sokowirówki, gdyż tata kochał gotować i to on zawsze przyrządzał śniadania, obiady, kolacje…

Teraz jednak było zupełnie inaczej. Wszędzie było tak cicho, że można było  usłyszeć swój własny oddech.
 -Marika, Marika! – krzyknęłam.
Usłyszałam tylko echo to pustym mieszkaniu. Zastanawiałam się, gdzie ona jest. Był piątek, wieczór… Najwyraźniej poszła z koleżankami na imprezę. No fakt miała te 17 lat, ale w takiej sytuacji … Ona szalała na imprezie, a nasz tata siedział za kratkami. Nie wierzę, żeby nasz ojciec mógł zrobić coś tak strasznego. Zabić człowieka? To było niemożliwe…


środa, 6 marca 2013

Prolog

,,W obliczu samotności" - właśnie taki tytuł nosi opowiadanie o szestastoletniej Amandzie, której życie wywraca się do góry nogami, poprzez dramatyczne przeżycia. Traci ona przyjaciół, zmienia styl. Pogarszają się jej również stotunki ze starszą siostrą. Jednak spotyka osobę, która zmienia jej życie...