Gdy otworzyłam oczy
zorientowałam się, że jestem na dworze, w lesie. Był środek nocy. Czułam, że
się przemieszczam, lecz w ogóle się nie ruszałam. Wszystko mnie bolało. Było mi
niedobrze. Nie miałam nawet siły wydusić z siebie ani jednego słowa. Nagle,
upadłam na mokry, miękki mech. Ujrzałam nad sobą dwie postacie. Tej nocy
księżyc świecił dość jasno i wydawało mi się, że byli to mężczyźni. W jednej
chwili usłyszałam głos, jakby z nieba ,,Dopadnę cię. To wszystko przez ciebie.
To twoja wina”. I tu głos się urwał, a jeden z mężczyzn złapał nóż, wziął
zamach i celując we mnie…
Obudziłam się z krzykiem i
twarzą całą we łzach. Na szczęście to był tylko sen.Moje serce było jak oszalałe.
Spojrzałam na zegarek. Była godzina druga dwadzieścia dwa.
Wstałam po dziewiątej. Zajrzałam, po pokoju Mariki, ale ona jeszcze spała. Pewnie dopiero niedawno wróciła z imprezy.
Podczas śniadania przyszedł na mój telefon sms od zastrzeżonego numeru, o treści : ,,Pożałujesz tego!”
O co w tym wszystkim chodzi? Najpierw sen, a teraz jeszcze ten sms…
-Cześć. – odpowiedziałam z posępną miną.
-Co ci jest?
-I ty jeszcze pytasz? Już nie pamiętasz co się niedawno stało?
-Oj Mundek nie przesadzaj…
-Nie przesadzaj? Acha no i jakbyś nie zauważyła wróciłam ze szpitala.
-A no tak, w sumie racja. No i jak tam było w szpitalu. Ty to miałaś fajnie, jedzenie dawali ci pod nos, które pewnie było pyszne, a ja musiałam jeść w szkole te paskudne zupy. Ble. – tu Marika zrobiła minę, jakby właśnie zjadła cytrynę – i ty miałaś taki spokój i w ogóle, żyć nie umierać.
-Fajnie ? Dobre jedzenie? Jeśli krupnik i żurek cię satysfakcjonuje, to złam sobie nogę, albo przetnij głowę i też będziesz miała ,,fajnie”.
-Ooo … ble! Żurek ? Ochyda.
-No właśnie. A wiesz co u taty?
Przy wymawianiu słowa ,,tata” mój głos zadrżał.
-Ja ?
-No, a co, ja?
-No skąd mam wiedzieć. A właśnie… w czwartek była u nas jakaś baba i mówiła, że nie mamy teraz opiekuna czy coś tam, już nie pamiętam dokładnie…
-No i?
-No i jutro przyjeżdża do nas ciotka Melania.
-Co?
-No niestety.
Ciotka Melania mieszkała w Warszawie i uważała się za lepszą, bo mieszkała w stalicy, a naszego Krakowa nienawidziła. Była siostrą mojego taty. Nie miała dzieci ani męża. Ja i Marika nie przepadałyśmy za nią, a szczególnie po tym, jak nie przyjechała na pogrzeb mamy. Usprawiedliwiała się tym, że musiała jechać z psem do weterynarza. Ja kocham zwierzęta, ale żeby pies ważniejszy od człowieka?
Podczas gdy Marika jadła śniadanie, opowiedziałam jej o śnie. Zaczęła się śmiać.
-Amiś, świrujesz i tyle, albo po prostu to sobie wymyśliłaś. – odpowiedziała, nadal się śmiejąc.
-Ja? No to zobacz na tego sms’a.
Wyjęłam komórkę z kieszeni i pokazałam jej wiadomość od nieznanego nadawcy.
-Oj tam, dramatyzujesz. Pewnie ktoś z twojej klasy wysłał to dla żartu. Jesteś naiwna…
Nie mogłam już tego słuchać. Ja dramatyzuje? Szybko wstałam, pobiegłam na górę do swojego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.
Po domu rozległ się krzyk Mariki.
-Maja ty kochana siostrzyczko… jakaś ty głupiutka.
Ostatnio moja siostra zrobiła się jakaś inna, taka… wredna.
-Zamknij się ! Siostrzyczko… - wrzasnęłam.