czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 1


Ostatnio moje życie zmieniło się w piekło. Dwa lata temu zmarła moja mama. Nie mogłam się z tym pogodzić. Zamykałam się w pokoju i ciągle płakałam. Byłam do niej bardzo przywiązana, była najbliższą mi osobą, moją przyjaciółką. To właśnie jej się zwierzałam, to jej mówiłam wszystkie sekrety.
Natomiast jakieś pół roku temu, gdy przyszłam ze szkoły, zobaczyłam radiowóz stojący pod domem. Zaczęłam biec w kierunku drzwi, ale nawet nie zdążyłam do nich dobiec, gdy ujrzałam dwóch policjantów, którzy wyprowadzają mojego ojca z budynku. Nie wiedziałam, o co chodzi. Moja starsza siostra Marika wszystko mi opowiedziała.
Okazało się, że mój tata zabił człowieka – trzydziestoletnią kobietę, naszą sąsiadkę. Nie mogłam uwierzyć, w to co słyszą. Mój tatuś mordercą? To musiała być jakaś pomyłka.
Gdy to do mnie dotarło, zaniemówiłam, nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Momentalnie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zemdlałam.
Obudziłam się w jakiejś sali. Wszystkie ściany były białe, ponure. Wokół nie wisiały żadne obrazy, nie znajdował się tam nawet zwykły ścienny zegar. W pomieszczeniu nie było nic, poza wąskim, starym łóżkiem, na którym leżałam. Na sobie miałam koszulę, o kilka rozmiarów za dużą. Obok drzwi znajdowała się ogromna szyba. Za nią ujrzałam moją siostrę, która rozmawia z pielęgniarką. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jestem w szpitalu.
Po chwili, do pokoju weszła Marika.
–Mundek, no i jak się czujesz?- zapytała.
– Nie mów tak do mnie, ja mam imię.
– Oj już dobrze, dobrze siostrzyczko, przepraszam. No więc, Amando, jak się czujesz?
– Głowa mnie boli, a właśnie, dlaczego mam bandaż na głowie?
– No ja się nie dziwię, że boli cię głowa, przecież masz ją przeciętą.
– Co? Ja nic nie pamiętam.
Rozmawiałyśmy jeszcze chyba z pół godziny, ale potem wszedł lekarz i powiedział, że Marika musi już wyjść, bo ja muszę odpoczywać i się nie przemęczać.
 
******************************************************************** 
 


Po tygodniu przebywania w szpitalu, wróciłam do domu. Bardzo się z tego cieszyłam, lecz to nie był już ten sam dom.
Kiedyś po przejściu przez próg słyszałam różne odgłosy dobiegając e z kuchni, np. stukanie, pukanie, warkot miksera lub sokowirówki, gdyż tata kochał gotować i to on zawsze przyrządzał śniadania, obiady, kolacje…

Teraz jednak było zupełnie inaczej. Wszędzie było tak cicho, że można było  usłyszeć swój własny oddech.
 -Marika, Marika! – krzyknęłam.
Usłyszałam tylko echo to pustym mieszkaniu. Zastanawiałam się, gdzie ona jest. Był piątek, wieczór… Najwyraźniej poszła z koleżankami na imprezę. No fakt miała te 17 lat, ale w takiej sytuacji … Ona szalała na imprezie, a nasz tata siedział za kratkami. Nie wierzę, żeby nasz ojciec mógł zrobić coś tak strasznego. Zabić człowieka? To było niemożliwe…


3 komentarze:

  1. Może jej ojciec jest nie winny?
    Rozdział jest super!
    Dodaje do obserwacji i zapraszam do siebie :)
    http://angelinmylive.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się że będzie tu chodzić o coś innego :) Ale wszystko okaże się w kolejnych rozdziałach, na które czekam z niecierpliwością *_* :) Początek zapowiada się ciekawie, zobaczymy co będzie się działo :)
    Życzę wytrwałości i częściej zapraszam do mnie ...
    Czekam na więcej i zapraszam jeszcze na mojego 2 bloga :)
    http://4volleyball44.blogspot.com/
    Mam nadzieję że pozostawisz po sobie jakieś znaki :)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. zaciekawiło mnie to
    wrócę tu na pewno

    OdpowiedzUsuń